„Legendy starego Krakowa” – czy Smoka zatłukli?

leg1

Nie wiem jakim sposobem ta książka znalazła się w naszym domu. Być może mój brat kiedyś dostał, może  przyniosły krasnoludki (nie mylić z Krasnoludami – topory raczej bym zauważyła), albo sama przyszła.  Tak czy inaczej, odnalazły ją wszędobylskie łapki mojego syna, a odkąd znalazły, to puścić nie chcą (co nawet widać na załączonym obrazku). Książka spodobała się nie tylko Szeregowemu (w końcu jakaś!), ale i mnie.

Duże litery, w sam raz dla starszaka do pierwszych prób samodzielnego czytania. Legendy są krótkie – zajmują około dwóch stron, a do każdej dołączona jest ilustracja. Kolorowa, ładna, ale kompletnie już dziś niemodna, bo zbyt mało cukierkowo-lukrowana. Z wiadomych przyczyn mojego dwulatka to one najbardziej interesują. Kiedy już mama skończy składać litery można w spokoju dotykać palcem i pytać: „to?”.  Język, którym posługuje się autor jest wystarczająco prosty, żeby dziecko zrozumiało, ale na tyle ładny i plastyczny, i pobudzający wyobraźnię, że rodzic nie musi się bać, że mu dziecko zdurnieje. Moda na kolorowe książki z treścią, która nie pobudzaj wyobraźni i nie wzbogaca słownictwa nieco mnie przeraża, ale nie przeskoczę tego. Tak samo jak nie przeskoczę wielu innych rzeczy...

A już w ogóle najfajniejsze na świecie jest to, że pan Jan, oprócz samej legendy, potrafi rzecz w niej dziejącą się we współczesnym Krakowie wskazać – miejsca, na które nie zwracałam do tej pory uwagi (bo się jeździ tramwajem obok tak często, że wszystko jest zwykłe, nudne i szare do granic). Miejsca zwykłe zyskują zupełnie nowy wymiar – fantastyczny i może nawet… Hm. Nieco tajemniczy? Bo tuż za zakrętem mieści się Kraków zaczarowany.  To znacznie ułatwia poruszanie się po kartkach książki i geografii miasta.

leg2

 

Z „Legend starego Krakowa” możemy dowiedzieć się sporo o tradycji Rękawki, pooglądać rycerzy i odnaleźć skarby ukryte w krakowskich kamienicach. Ciekawa przygoda nie tylko dla małego Krakusa.

Czytając kolejną legendę zaczęłam rozmyślać o Smoku Wawelskim. Kiedyś też o nim myślałam, ale nie pamiętam już co wymyśliłam. Tym razem ze zdziwieniem stwierdziłam, że Smok NIE MÓGŁ osiedlić się przy ludziach. Ludzie to najgroźniejsze bestie i z pewnością by go zatłukli. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że przecież  zatłukli… I tyle było z moich rozważań na temat instynktu samozachowawczego polskich smoków (o podłym szewcu dybiącym na życie zagrożonych wyginięciem  gatunków zwierząt też przeczytamy w „Legendach…”).

 

Książkę wydało wydawnictwo „Skrzat”. Nasza wydana została w roku 2004, ale zdążyłam wyszukać wydanie z 2008 w księgarniach internetowych. Zawrotna cena 7-9 zł! Polecam! Polecam ludziom małym i ludziom dużym. Warto!

leg3

 

A ja… A ja mam nadzieję, że ta książka będzie przełomem, a pozycje nieco trudniejsze, piękne, których ja kupiłam tak wiele, a drugie dużo dostał od Cioć i Wujków… Że te książki doczekają się na swoją kolej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s